Czy ktoś wie kim jest wykonawczyni i o czym spiewa?
Wciągnał mnie ten kawałek z butami… słucham niemal bez przerwy i zachwycam się.
Zaszufladkowany do: alpha
Czułaś się kiedyś jak zbiór dobrze funkcjonujących, wyspecjalizowanych, zdrowych komórek? Nie po raz pierwszy mi się to zdarzyło. Wcześniej już tak bywało, jednak przekonanie, że właśnie umarła mi dusza, jeśli kiedykolwiek ją miałam, dopadło mnie dopiero teraz. Nie bardzo jest się od czego odbić, ale co gorsza, nie bardzo jest po co! Człowiek żyje siłą inercji, bo komórki sprawne…a typem samobójcy nie jestem. No, twardym trzeba być, nie miętkim, więc … rozklejam się tylko czasem… żeby następnie się zmobilizować, bo wiadomo, że mi to przejdzie…
Mając gdzieś z tyłu głowy alfę Limonki (Feniks z popiołu):
„w poszukiwaniu jakichkolwiek wzruszeń
jak zawsze nocą przed siebie ruszę
i będę się tłuc od światła do światła
pokolorowana neonami miasta”
Taka pokolorowana trafiłam na koncert mis i gongów.
Muzykę w ogóle lubię. Słyszę mniej więcej połowę tego, co moja rodzina, ale to w najmniejszym stopniu mi nie przeszkadza. Szczególnie lubię muzykę na żywo, koncerty, choć powodów tego stanu rzeczy nie uświadamiałam sobie w pełni. Wzruszam się, zmieniam się i przeżywam każdy koncert. Nie łatwo słowami wyrazić wrażenia z koncertu. Jeszcze trudniej jest opisać brzmienie mis i gongów. Próbka z youtube nie oddaje nawet 1/10 tego, co dzieje się na koncercie, a raczej w trakcie kąpieli dźwiękiem. Nabyłam płyte z dźwiękiem mis i gongów, ale nawet gdy ustawiłam kolumny na przeciwko siebie w odległości 1,5m i usiadłam między nimi wrażeniom daleko do tych z koncertu.
Z głośnika dźwięk trafia głównie do ucha, na koncercie słucha całe ciało. Każda wyżej wspomniana komórka drżała we mnie. I było to bardzo przyjemne drżenie. Nie potrafię tego opowiedzieć nie tylko ze względu na swą ułomność grafomańską, ale także dlatego, że działy się rzeczy, których umysłem objąć nie sposób. Doznałam dziwnego spokoju, ukojenia, harmonii, za którą tęskniłam. I chociaż pierwszy raz kąpałam się w dźwięku to było to dla mnie tak znajome! No właśnie, mam pewność, że te dźwięki są moje. Zapytana po koncercie o wrażenia powiedziałam krótko: Ja to znam! To jest moje!
Doszłam do przekonania, że nieprawda musi być twierdzenie, że składamy się z sporym procencie z wody. Jesteśmy dźwiękiem. Ja jestem. I…. jestem duszą, (która aktualnie posiada jakieś ciało, głównie w celu fizycznego odczuwania dźwięków) Odpaliłam energię, z którą ostatnio straciłam kontakt, uspokoiłam się (trochę), zapanowałam (w pewnym stopniu) nad targającymi mną emocjami. Humor mi się poprawił bardzo i znowu oglądam świat w kolorze (no, w tydzień po tej kąpieli barwy nieco zbladły, ale szaro nie jest) Zmobilizowałam się, chce mi się rano wstawać (może nie każdego dnia) i mam masę nowych pomysłów. Wyobraźnia znowu pracuje na najwyższych obrotach!
Misy i gongi mają MOC. Poczułam ją, usłyszałam cała sobą mowę kosmosu. A kosmos mówi: płyń z tym dźwiękiem, akceptuj zmiany i akceptuj stałość, kochaj i przyjmuj miłość bez pytania o jej sens.
I przypomniałam sobie jak to jest być szczęśliwa kobietą.